Czuję się coraz bardziej polskim nacjonalistą. Z powodu tego co wiem, co sam przeżylem i widziałem, co przekazali mi najbliżsi, co przeczytałem napisanego wtedy kiedy to się działo, ale również dzięki Marszom Niepodległości.

Gęba przyprawiona polskiemu nacjonalizmowi powoduje zatracanie jego wielkości i zasług dla Polaków. Polski nacjonalizm powstał w Wielkopolsce dla odzyskania jej dla Polski. Zbudował go zarówno ksiądz Wawrzyniak, chłop Drzymała, wrześniańskie dzieci, profesor Uniwersytetu Stefan Dąbrowski i poseł do pruskiego Reichstagu Wojciech Korfanty. Wieść o nich pobudzała wtedy każdego myślącego Polaka. Czy dzieci w III RP o tym się dzisiaj uczą? Czy antagoniści polskich narodowców coś o nich wiedzą? O Dmowskim nie wspominam, bo o jego zasługach dla Polski mówić już pozwalają.

Profesor Dąbrowski z grupą Młodzieży Wszechpolskiej na Uniwersytecie Poznanskim
Grupa Młodzieży Wszechpolskiej na spotkaniu z profesorem Stefanem Dąbrowskim na Uniwersytecie a Poznaniu. Drugi od lewej stoi mój wujek Zbigniew Sadkowski.

W 1918/19 odzyskanie Polski dla Wielkopolski się udało. I dla części Śląska, i dla części Pomorza.

Natomiast w końcu lat trzydziestych pojawiło się od strony Niemiec zagrożenie dla tego odzyskania. Goebbelsowska propaganda usiłowała przekazać Niemcom i światu, że potrzeba „Drang nach Osten" (parcia na Wschód) głoszonego w Mein Kampf przez Hitlera opiera się na odwiecznych prawach Niemców do ziem na wschodzie. Przywoływano mity starogermańskie. Nawet nowo odkryta osada prehistoryczna w Biskupinie miała być w ich retoryce pregermańska.

Ruch narodowy w Polsce nie pozostał tu Niemcom dłużny. Sięgnięto do czasów sprzed Chrztu 966. Do Piasta Kołodzieja, Rzepichy i Popiela. Próbowano animować prasłowiańskość. Rodzącym się wtedy dzieciom narodowo nastawieni rodzice nadawać zaczęli prasłowiańskie imiona. Kiedy w Niemczech wśród niemowlaków dominować zaczęło imię „Adolf" w Polsce wiele dzieci dostawało imiona słowiańskie, te rzeczywiste i te zmyślone na przykład „Witomiła", „Wisława", „Lubomir", „Dobrowoj" czy „Mścisław". Część naszych narodowców odwróciła się od chrześcijaństwa na rzecz kultu Światowida.

Wtedy mało znany obecnie polski pisarz Józef Kisielewski udał się w podróż po północnych Niemczech. Ku swojemu zdumieniu na terenach osiadłych przez Niemców od Koszalina aż do Hamburga napotkał setki słowiańskich nazw miejscowości. Tysiące starych słowiańskich nazwisk. W hitlerowskim Berlinie znalazł nawet dzielnicę Nowawes. Wcale nie Neues Dorf!

Opisał to w wydanej tuż przed wojną książce „Ziemia gromadzi prochy". Gorąco polecam! Ta właśnie książka stała się biblią najbardziej światłych polskich nacjonalistów przed wojną i podczas okupacji. Ona spowodowała podjęcie przez nich, już w strukturach kierowanych przez rząd Polski na uchodźstwie i jego delegaturę w Kraju, do rozpoczęcie starań o udokumentowanie roszczeń Polski dla objęcia ziem nieszczęsnego wrzodu Prus Wschodnich, Gdańska, Pomorza aż do Szczecina i Świnoujścia, Ziemi Lubuskiej do Odry i Dolnego Śląska aż do Nysy Łużyckiej oraz do wypędzenia z tych ziem Niemców dokładnie tak samo jak Niemcy zarządzali wypędzanie Polaków z ziem włączonych podczas wojny do III Rzeszy a nawet z przeznaczonych przez Hitlera dla Niemców ziem Generalnej Guberni, na przykład Zamojszczyzny.

To dzięki pracy działaczy narodowych pod kierunkiem Delegatury Rządu w Kraju udało się przygotować dokumentację, którą podczas konferencji w Poczdamie zgodnie Bierut z Mikołajczykiem zreferowali Aliantom uzyskując poparcie Stalina, Trumana a nawet premiera Anthony Edena. Dzięki Bogu udało się przekonać Aliantów do konieczności wypędzenia z Polski Niemców, tak jak Niemcy postępowali z Polakami i rewanżując się za zdradę obywateli Polski niemieckiego pochodzenia, którzy podczas napadu Wehrmachtu i Luftwaffe we wrześniu 1939 strzelali polskim żołnierzom w plecy. To pozwoliło uzyskać wreszcie dla Polski optymalne granice, wykreślić na zawsze z mapy Europy raka Prus Wschodnich, odzyskać Gdańsk i otrzymać sprawiedliwą, bezpieczną i najkrótszą możliwą granicę z Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej. Tego dokonali skrupulatną pracą podczas niemieckiej okupacji polscy nacjonaliści a nie socjaliści albo PPR.

Polscy socjaliści mieli inne zasługi dla Narodu. Walczyli nie mniej bohatersko z niemieckimi narodowymi socjalistami, tak samo ginęli lub trafiali do obozów koncentracyjnych jak polscy księża, narodowcy, profesorowie.

Blogerka baronowa w Salonie24 mi pisze : ""Panie, Starczyłoby by pan był prawdziwym, polskim PATRIOTĄ, niekoniecznie nacjonalistą...""

Odpowiadam. Patiotą można być nazwanym po śmierci. Póki żyję nie nazwę siebie polskim patriotą. Zwłaszcza, że był kiedyś "Związek Patriotów Polskich", byli też "księża patrioci". Wystarczy!

Ruchowi narodowemu (ja używam z łaciny wziętej równoważnej nazwy nacjonalizm) wiele szkody zrobili i robią socjaliści.

Czując zakłopotanie, że przewodzony przez Adolfa Hitlera ruch nazywał się niemieckim, narodowym i socjalistycznym a także robotniczym, jakby nie chcąc robić przykrości ani Niemcom, ani Robotnikom, ani Socjalistom utworzyli dla niego fałszywą, kaleką i zarazem szkodliwą dla nas Polaków nazwę "nazizm".

Jest to wierutnie kłamliwe nazwanie, bo hitleryzm był ruchem zarówno narodowym jak i socjalistycznym, niemieckim i robotniczym. Był ruchem masowym ogarniającym przez ponad dziesięciolecie wszystkich Niemców. Liczba chwalebnych wyjątków była na granicy statystycznego błędu.

Taka nazwa (nazizm), być może z wyrachowania niektórych, skierowała słuszną nienawiść powszechną wśród maluczkich na jeden tylko człon aktywności Hitlera - na jego niemiecki nacjonalizm.

Polski nacjonalizm był inny. Używał, tak jak hitleryzm, narodową symbolikę - ale to była symbolika polska a nie niemiecka. Znakiem naszego nacjonalizmu było Rodło a nie Swastyka. Ot takie drobne zdawało by się różnice.

Dawno temu kiedy Partia rządząca wówczas w Polsce prowadziła nagonkę antysemicką zaimponował mi Jacek Kuroń, który parafrazując słynne powiedzenie prezydenta Kennedego powiedział "ja jestem Żydem". Niemniej mocna była demonstracja Janusza Korwin - Mikke podczas studenckiej demonstracji w 1968 roku. Tak tamto wspomina Maciej Rybiński

"Zapamiętałem też z uniwersyteckiego dziedzińca młodego człowieka ze zmierzwioną czarną czupryną, takąż brodą i naszytymi na ramionach kurtki niebieskimi gwiazdami Dawida na białym tle. Nazywał się Janusz Korwin-Mikke. Czy ktoś dziś pamięta, oprócz mnie, o tej przekornej, ale odważnej manifestacji? Wątpię. Nie wiedzieliśmy, kto wśród nas był Żydem i nic nas to nie obchodziło. Antysemityzm partyjny traktowaliśmy jak część komunistycznej ideologii i odrzucaliśmy en bloc jak całą resztę, której też nie próbowaliśmy poddawać dyskusji, argumentacji i rewizji. "

Ja powiem tak: jestem polskim nacjonalistą!

Czuję też sympatię do nacjonalizmu rosyjskiego i żydowskiego i je rozumiem. Ze zrozumiałych względów nie poczuję sympatii do nacjonalizmu niemieckiego. Nie poczuję tym bardziej sympatii również do wszelakiego sortu internacjonalizmu.

Ot, na razie tyle. Pozdrawiam

Wiktor Jerzy Kobyliński