Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
142 posty 1017 komentarzy

Bejka

Almanzor - Bejka, to zawołanie rodzinne, z Podlasia.

Cud Nad Wisłą 15.sierpnia 1920 we wspomnieniach mego Ojca

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Publikuję fragment notatek mojego Ojca, plutonowego w siedleckich 22 i 222 pułkach piechoty z wiosny i lata 1920. Na fotografii w środku mój Ojciec, plut Wincenty Kobyliński "Longin"

Na wiosnę 1920r. rozpoczęło się przygotowywanie do ofensywy przeciw bolszewikom. Do wojska zostały powołane dalsze roczniki. Ćwiczenia odbywały się przeważnie od godziny 6-tej rano do 6-tej po południu.

Brat mój został odkomenderowany do batalionu etapowego i jako dowódca wyjechał pod Kijów ...... Odjeżdżając chciał mnie zabrać ze sobą. Jednak kpt. Kostek Biernacki nie chciał mnie oddać i przyobiecał, że jeżeli On przyśle do BZ 22 pp z frontu coś ze zdobyczy np. kuchnie polowe lub instrumenty dla orkiestry, to w zamian za to zgodzi się na mój przydział do batalionu, którym brat dowodził. Ja o tym nie wiedziałem.
[41]
W kompanii byłem zajęty do godziny 18-tej, a o 18-10 jeszcze było czytanie rozkazu. Lekcje rozpoczynały się o 18-30 więc ja za 20 minut nie mogłem zdążyć na wykłady do miasta i codzienni się spóźniałem. W szkole nie chcieli mi uwzględnić tych spóźnień zapewniając, że na naukę obowiązkowo muszą mnie zwolnić. Zapisałem się więc do raportu do Kostka Biernackiego, żeby mnie zwolnił z ćwiczeń popołudniowych. Na co otrzymałem odpowiedź odmowną, ponieważ szykuje się ofensywa i żadnych zwolnień nie mogę dostać. W związku z tym musiałem skończyć z nauką i zająć się wojskiem.

 Na wiosnę 1920r. zostałem szefem szkoły podoficerskiej. Dowódca szkoły był ppor Hankiewicz. Instruktorami zaś Bolek Dziewulski plut, Franek Tarkowski plut, Bolek Paczuski plut i Stefan Kornalewski kpr. Ćwiczenia w szkole szły jak po maśle. Obsada szkoły była pierwszorzędna. Uczniowie wybrani z wszystkich kompanii batalionu. Musztra na placu ćwiczeń tak była ślicznie prowadzona, że oficerowie pochodzący z armii rosyjskiej lub austriackiej chcąc nauczyć się jak należy podawać komendę lub dowodzić kompanią przyglądali się skrycie zza żywopłotu przypatrując się i przysłuchując wydawanym komendom.

Pod koniec kursu szkoły podoficerskiej Kostek Biernacki doszedł do wniosku i wydał rozkaz przeszkolenia
[42]
żołnierzy nieliniowych, pełniących różne funkcje w wojsku. Wykonanie tego rozkazu powierzył instruktorom szkoły. Funkcję kierowników wyszkolenia pełniliśmy na zmianę: ja, Bolek Dziewulski, Franek Tarkowski i Stefan Kornalewski. Mieliśmy rozkaz, żeby tym łazikom dać dobrą szkołę.

Pierwszy poprowadził ćwiczenia Bolek Dziewulski przy pomocy uczni ze szkoły podoficerskiej, którzy byli instruktorami. Ćwiczenia te odbywały się w godzinach popołudniowych. Dał im dobrą szkołę. Na ćwiczenia dnia pierwszego stawiło się 250 szeregowców i podoficerów do sierżanta włącznie.

Drugiego dnia ja poprowadziłem ćwiczenia przez 2 godziny. Żołnierze nie wyszkoleni dostali taki popęd, że aż im się z czupryn kurzyło. Kostek Biernacki tylko spoglądał z daleka i uśmiechał się jak się szkoli łazików.

Trzeciego dnia wystąpił Franek Tarkowski. Ktoś powiedział, że nie będzie Frankiem jeśli nie da im podwójnej porcji szkolenia. Rzeczywiście poprowadził ćwiczenia bardzo ostro. Ćwiczył zbiórkę w ordynku i wszystko biegiem marsz. Chłopcy latali, latali, aż jednego razu gdy padła komenda „rozejść się" i to biegiem, to wszyscy uciekli z pola ćwiczeń i Franek nie miał kogo ćwiczyć. Czwartego dnia stawiło się zaledwie stu ludzi, piątego 50, następnego 30 i tak dalej bez wyników zakończyły się ćwiczenia łazików.
[43]
Brat Stach przysłał mi z frontu list [pytając] dlaczego nie przyjeżdżam do niego. I polecił mi stanąć do raportu z prośbą do Kostka Biernackiego. Wykonałem to polecenie.

Kpt. Biernacki powiedział mi przy raporcie o umowie z bratem, której brat nie dotrzymał i dlatego on nie zgadza się nadal na mój wyjazd. Powiedział, że rozumie mnie, że po dwóch latach służby należy mi się urlop bo jestem zmęczony i udzielił mi dwutygodniowego urlopu. Ponadto mówił, że chce mnie widzieć w swym pułku oficerem i ze odeśle mnie do szkoły podchorążych gdy tylko otrzymam świadectwo szkolne na kursie. Odpowiedziałem, że już od lutego na kursy nie uczęszczam, bo bak mi na to czasu. W tej właśnie sprawie stawałem do raportu poprzednio. Rozkazał mi się uczyć dalej i nie zaniedbywać się. Przyrzekłem to zrobić. Wziąłem kilka lekcji od kol. Jarkowskiego. Szkoła się skończyła. Pojechałem na 14-to dniowy urlop. Byłem z Bolkiem Dziewulskim i siostrami Marysią i Polą w Częstochowie, a stamtąd obaj z Bolkiem wyskoczyliśmy sobie jeszcze do Krakowa na Wawel. Po upływie tygodnia wróciłem do domu, ale dowiedziałem się, że wszystkie urlopy cofnięte i mam się stawić w pułku.

W wojsku zastałem rozkaz przydzielający mnie do kompanii rekonwalescentów na szefa kompanii. A miałem obiecane przez Kostka Biernackiego, że otrzymam warunki do dalszej
[44]
nauki. Tu wpadłem w wir pracy. Kompania składająca się z ludzi rannych i chorych w liczbie 260, w tym 4 sierżantów, 25 plutonowych, 50 kaprali, reszta szeregowcy. Dowódcy oficera nie było. Ja w szarży plutonowego musiałem być całym gospodarzem t.j. dowódcą i szefem kompanii. Po kilku dniach przydzielili mi dowódcę, jeszcze nie wyleczonego oficera, który zachodził od czasu do czasu do kompanii. Codziennie otrzymywałem rozkaz wysyłania kilkudziesięciu ludzi do pracy. Chorzy i łazicy nie chcieli wypełniać rozkazów. Przyzwyczajony do szkoły podoficerskiej cierpiałem bardzo. Ja nie wyobrażałem sobie takiego rozprzężenia w wojsku.

Po pewnym czasie dowódcą kompanii został por. Bero. Na jego przywitanie odpowiedziała kompania wrzaskiem. Niektórzy siadali i odnosili się do niego z pogardą. Podobno na froncie stchórzył i żołnierze mu to pamiętali.

Tak było przez czerwiec aż do połowy lipca 1920r. Dnia 6-go lipca zaczęli mnie koledzy zapytywać co słychać z moim bratem. Ale żaden nie powiedział wprost o co chodzi. Rozeszła się bowiem pogłoska, że Staś został zabity pod Równem. Wiadomość tę przywiózł jeden plutonowy z jego batalionu, który opowiadał, że na własne oczy widział jak brat spadł z konia i został zabity. Mnie o tym powiedział Leszek Raczyński, a inni bali się być pierwszymi zwiastunami nieszczęścia. Na tę wiadomość rozchorowałem się na żołądek tak gwałtownie, że ledwo doszedłem do kancelarii batalionu. O dziwo! Tu mi wręczono list od brata pisany 7 lipca 1920 z Małoryty za Brześciem. Pisał, że wyszedł cało i czeka na stacji na mój przyjazd.
[45]
Żona jego Irena zamieszkała w Siedlcach przy ul. Południowej, bo nie chciała siedzieć na wsi w Kobylanach, by tu móc łatwiej utrzymać się i ew, dostać korespondencję. Myślałem o tym co ja jej powiem, bo ona i tak się dowie, jeśli będę trzymał wszystko w tajemnicy.

Początkowo, gdy przeczytałem list nie uwierzyłem od razu, że brat Staś żyje. Zacząłem porównywać datę wysłania listu i datę przyjazdu tego podoficera, który przywiózł tę hiobową wiadomość. Mimo wszystko jeszcze nie wiedziałem co o mam myśleć o tym i gdzie jest prawda. Na to wszedł kpt. Biernacki i odrazu zapytał mnie co jest z bratem. Dałem mu do przeczytania list. Dopiero on postawił mnie na nogi mówiąc, że odrazu nie wierzył w te plotki i orzekł, że to tylko dezerter tak może opowiadać.

Pojechałem z listem do Ireny. Dałem jej list do przeczytania i dopiero później powiedziałem, jakie to wieści ludzie opowiadają o Stachu. Ledwie zdążyłem jej opowiedzieć, a już zaczęły się jej dopytywać panie z Siedlec o los Stacha. Musiała więc zaprzeczać wszystkim i pokazywać list, że żyje i jest zdrów.

Na drugi dzień dostałem bilet podróży od ppor Jędrzyczaka, adiutanta baonu i pojechałem do Małoryty za Brześć. Zajechałem o godzinie 4-tej rano. Cały batalion załadowany w wagonach czekał na stacji. Staś przyjął mnie bardzo serdecznie, a jego adiutant por. Niedźwiecki kazał mi się położyć spać po uciążliwej podróży w nocy. Prosiłem, żeby mnie obudzić, bo chcę wrócić pierwszym pociągiem. Pociąg był, ale ja zaspałem. Był to wogóle ... pociąg z Kowla do Brześcia. Kiedy wstałem w dzień - było gorąco, powietrze zadymione jak na froncie. W okolicy widać było jakieś pożary i lasy dookoła. Poszliśmy wykąpać się do rzeki Małoryty. Nagle ujrzeliśmy jadących na koniach gromadkę chłopców, którzy porozbierani jechali pławić konie do rzeki. Strachu mieliśmy nie mało, ale wkrótce wszystko się wyjaśniło. O godzinie 4-ej po południu przyszły na stację 2 bataliony i ja zabrałem się na jednego z nich do Brześcia. Nie chcąc się zabrudzić stałem okrakiem z tyłu na zderzakach i tak jechałem około 40 km. Zabrakło węgla, więc kolejarze rąbali drzewo w lesie i tak jechaliśmy dalej. W Brześciu był już wieczór. Na torze stały pociągi. Leciałem kilka kilometrów, żeby wsiąść do pierwszego, który odchodził. Dojechałem tak do Terespola i znów wyskoczyłem, żeby podbiec do przodu, do pierwszego pociągu. To samo robiłem w Chotyłowie, w Białej i w Łukowie, gdzie rano już wskoczyłem do pociągu siedleckiego. Kończył mi się dokument podróży więc się obawiałem spóźnienia. U siebie zastałem wszystko po staremu, tylko coraz gorsze wiadomości nadchodziły o zbliżaniu się bolszewików do środka kraju.

Rozpoczęła się ogólna mobilizacja w kraju. Młodzież całymi klasami wstępowała na ochotnika do wojska. Mnie i wielu innych wysłano na wieś. Każdego do swej parafii z delegacją z Siedlec. Pojechałem do Paprotni z dwoma starszymi panami i młodą panienką uczennicą ostatniej klasy gimnazjum.

Poznałem ich z księdzem proboszczem Władysławem Górskim, który zapowiedział z ambony, że przemawiać będą delegaci w sprawie zaciągu ochotniczego do wojska.

Po skończonym nabożeństwie ludzie zebrali się na cmentarzu przy kościele. Jeden z delegatów odczytał z ambony odezwę Rządu wzywającą do obrony ojczyzny, drugi powiedział kilka słów o utworzeniu rządu zgodnego wszystkich stronnictw z Witosem Wincentym na czele. Przemówienia ich wydały mi się tak słabe i bez werwy, że postanowiłem sam zabrać głos. Mówiłem z pamięci, bez przygotowania. Zacząłem od tego, że zasadniczo żołnierzowi w mundurze nie wolno zabierać głosu w sprawach politycznych, ale dziś w momentach, gdy wróg wtargnął w granice kraju i nawała bolszewicka zbliża się od wschodu - musimy wszyscy - kto zdolny do noszenia broni - stanąć do walki z wrogiem. Polska po 150 latach niewoli zaledwie odzyskała niepodległość już jest ponownie zagrożona, musimy więc jej bronić. A więc Polacy do broni! Słowa moje wywarły pewien oddźwięk, bo nazajutrz zaczęli zgłaszać się ochotnicy do nowotworzącego się 222 p.p.

Zostałem przydzielony do nowoorganizującej się kompanii 4-ej 222 pp na szefa kompanii. Trzy kompanie już zdążyły się zorganizować. Do mojej 4-ej kompanii przydzielono pierwszych 30 ochotników, gdy wyszedł rozkaz ewakuacji Siedlec. Roboty było pełno. Wpadłem na chwilę do rodziny w Kobylanach, żeby się pożegnać. Przyjechaliśmy do Siedlec z Ojcem. Ojciec chciał zabrać Irenę na wieś, ale ona odmówiła. Czekała na Stasieńka, że po nia przyjedzie. Musiałem się i nią zająć. Załadowała się do wagonu łącznie z rodziną kpt. Gembala i wyjechali gdzieś do Piotrkowa w nieznane. Miałem wtedy wolne ręce i rano 4 sierpnia o świcie wymaszerowaliśmy z Siedlec przez Rozkosz w kierunku Stoczka Łukowskiego. Mnie wysłano na patrol
[48]
z 8-ma żołnierzami. Wśród nich był ochotnik - literat prof. Michałowski. Moi żołnierze ze mną zostali włączeni do kompanii 3-ciej, którą dowodził ppor. Pawłowicz (...) a szefem był Janek Kruk z Kotunia. W ciągu dnia doszliśmy do Stoczka. Z boku od południa słychać było strzały karabinowe, ale pułk wycofywał się normalnie Dużo nowopowołanych rekrutów rzucało broń i dezerterowało. Tu [nasi] ochotnicy zdali egzamin - zbierali porzucone karabiny na wozy, aby wywieść za Wisłę. W Stoczku zanocowaliśmy w stodole na sianie. W nocy pobudka i wszyscy musieli wstać. Ja byłem tak zmęczony, że mimo kilkakrotnych nawoływań nie dałem się ściągnąć z ciepłego siana i zostałem sam jeden w stodole. Ale obudziłem się szybko, bo był hurgot na szosie. Wybiegłem w mig nie wiedząc co to za wojsko. Poznałem kaprala, który na koniu jadąc poganiał swoich rekonwalescentów. Kapral ten objął po mnie szefostwo kompanii. Ułożyłem się na desce na wozie z drabinkami. Zasnąlem szybko, kiedy mi czapka rogatywka spadała z głowy zdążyłem ją złapać i dalej spałem. Tak dogoniłem swoją kompanię o świcie. (...). Po śniadaniu dosiadłem konia i jechałem na czele pułku. Nocowaliśmy w łóżkach z sierżantem Krukiem w Żelechowie. Posłanie w miękkiej bieliźnie pościelowej wydawało mi się zbędnym luksusem. Przy wyjeździe z Żelechowa widziałem jak por. Kaczorowski b. bobry dowódca kompanii idący piechotą pociągnął kijem ppor. Piotrowskiego siedzącego na koniu za złe traktowanie żołnierzy ochotników. Takie wypadki się zdarzały, ale rzadko kiedy. Najlepsi oficerowie byli tu ojcami i prawdziwymi opiekunami żołnierza walczącego o wolność ojczyzny.
[49]

Jechałem na czele całego pułku przy wyjeździe na szosę Warszawa Lublin, aby następnie skierować się w kierunku na Dęblin. Tak doszliśmy do m. Ryki. Żołnierze prosili, aby pozwolono im się wykąpać w małej rzeczce. Zatrzymaliśmy się więc na krótki postój. Było juz sporo po południu. Po kąpieli ruszyliśmy w dalszą drogę, ale zauważyliśmy, że jedno ubranie zostaje. Okazało się, że jeden chłopak zatonął. Powiadali, że widzieli jak pływał, ale nikt nie zauważył go tonącego. W nocy przed Dęblinem przywieźli go do nas w trumnie. Spałem obok niego na sąsiednim wozie. Pierwszy raz w życiu bezpośrednio z nieboszczykiem, który nie robił na mnie wrażenia. Pochowali go na miejscowym cmentarzu. Na noc dojechaliśmy do m. Irena - przed Dęblinem. Tutaj spotkaliśmy się ze skąpstwem gospodarzy. Jeden z chłopów przyszedł do nas ze skargą na żołnierzy. Poszliśmy obaj z Jankiem Krukiem, aby sprawdzić i zrobić porządek. A tu Pan gospodarz nie chce nas obydwu puścić do sadu, tylko jednego. Wtedy sierżant Kruk wchodząc zatrząsł drzewem i zawołał żołnierzy, aby sobie nazbierali owocu. Chłop zaniemówił i stał jak osłupiały. Rano jakaś baba zaczęła wrzeszczeć, że jej zabrali żołnierze miskę z łyżką. Przechodzili tędy Miemce, Austriaki i różne inne, ale tak nie kradli jak swoi Polacy. Zapytałem wtedy chłopaków, który wziął miskę od tej p. Gospodyni? A to ja odezwał się jeden. Zaraz skończę jedzenie i oddam. Po chwili chłopak przyniósł umytą miskę z łyżką.
[50]
Wtedy roztkliwiona kobiecina zawołała na cały głos, że niema jak swoi ludzie. Jacy grzeczni, oddają co wzięli i jeszcze dziękują. Tegom się nawet nie spodziewała, żeby w wojsku był taki porządek.

Nazajutrz przed samym Dęblinem widzieliśmy pierwsze przygotowywane rowy strzeleckie do obrony. Trochę otuchy w nas wstąpiło. Nie lubiłem dźwigać plecaka więc załadowałem go na furmankę, a sam chodziłem tylko z karabinem i nabojami. Po drodze żołnierze chorowali na żółtaczkę i krwawą dezynterię. Zabraniano jeść surowe owoce. Ja zaś nosiłem tylko manierkę z kawą i chlebak na owoce. Jadłem dużo surowych jabłek. Dziś okazuje się to, że to dobrze robiło przeciw dezynterii. Ale w sierpniu 1920r. owoce były zakazane.

[50a]
Kiedy wracałem pewnego razu z miasta podszedł do mnie żołnierz i powiedział, że Bolek Dziewulski prosi, abym go odwiedził w szpitalu. Nazajutrz drugi żołnierz to samo mi doniósł. Odwiedziłem go więc. Leżał w polowym szpitalu po przejściu choroby krwawej dezynterii. Był bardzo blady i nie miał sił się poruszać. Powiedział, że mają ich ewakuować samochodami ciężarowymi za Wisłę, no i że on tego nie wytrzyma. Prosił mnie o pomoc, czy nie widzę możliwości wydostania go stąd. Był to krótki okres, kiedy odwołano Kostka Biernackiego na inne stanowisko i stara gwardia, kto mógł, wyrywał z Kadry. Zrobił to i Bolek. A teraz biedaczysko przechodził taka ciężką chorobę. Obiecałem mu coś pomóc, ale nie wiedziałem sam jak zabrać się do tego. A następnego dnia zastałem Bolka leżącego w moim łóżku. Po prostu samowolnie opuścił szpital i skierował się do mnie. Dałem mu dwie przepustki, każda na 48 godzin, bo do tego miałem prawo.
[51]
Młodszy jego brat Witek zabrał go do domu do Grodziska koło Dziewul. Potem braciszek jego przyjechał do mnie i znów dostał dwie przepustki i w ten sposób Bolcio Dziewulski uniknął jazdy samochodem i wykurował się w domu. Kiedy doszliśmy do Dęblina przysłał mi przez kolegę z płku pozdrowienia i podziękowanie za opiekę. Przejechałem z pułkiem 22. pod dowództwem gen. Sikorskiego na północ od Warszawy nad Wkrę.

Po przemaszerowaniu przez Dęblin zatrzymaliśmy się w długiej bardzo wsi Wola klasztorna. Tam zająłem się szybkim szkoleniem ochotników. Boć to był dobry, ale surowy żołnierz. Chłopcy byli ubrani w drelichy i chętnie się ćwiczyli. Już w ciągu 3 dni nauczyłem ich obchodzenia się z bronią i maszerowania z bronią jak żołnierze.

Po przemaszerowaniu przez Dęblin zatrzymaliśmy się w długiej bardzo wsi Wola klasztorna. Tam zająłem się szybkim szkoleniem ochotników. Boć to był dobry, ale surowy żołnierz. Chłopcy byli ubrani w drelichy i chętnie się ćwiczyli. Już w ciągu 3 dni nauczyłem ich obchodzenia się z bronią i maszerowania z bronią jak żołnierze.

W dniu 15.sierpnia 1920r, w święto Matki Boskiej Wniebowziętej kwaterowaliśmy w tejże Woli klasztornej. Żołnierze zorganizowali sobie zabawę taneczną w jednym z domów. Zaprosili młode dziewczęta na zabawę. Drudzy w sadzie rwali gruszki. Chłop pilnował domu, żeby mu garnków nie potłukli, a baba odganiała chłopaków od gruszek. Jeden z żołnierzy chciał napić się wody świeżej ze studni, ale babina nie chciała dać mu kulki do wyciągania wody, żeby nie wykorzystał jej do trzęsienia gruszek. I kiedy baba wydzierała ten kij żołnierzowi i darła się na cale gardło - wyleciał chłop z domu bo myślał, że żonie jego dzieje się krzywda. 
[52]
Ale widząc ją, że szarpie się z żołnierzami o tyczkę, kiedy inni kradną gruszki - porwał wiadro i całą zawartość wody wylał babie na głowę. Wtem usłyszał krzyk w domu. Ja akurat wszedłem na tę scenę na podwórku domu, gdzie odbywała się zabawa. Za chwilę wszedł za mną ppor. Wiesław Kossowski, adiutant d-cy pułku 222 i oznajmił mi, że są dobre wieści z frontu. Pod Radzyminem zwycięstwo". Wiadomość ta jak iskra elektryczna wnet przebiegła dalej do wszystkich żołnierzy. Powstała ogólna radość. Dalej już się nie cofamy. Idziemy naprzód! Wielkie zwycięstwo! Ofensywa! Chyba żadna siła nie zdołałaby wówczas powstrzymać zapału. I jeśli dziś ktoś ośmieliłby mi powiedzieć, że nie było cudu nad Wisłą w dniu 15.VIII.1920r to ja twierdzę że był. Bo dobrze pamiętam tę chwilę, a jak ją wtedy przeżywałem - trudno to opisać w słowach. Odtąd wstąpił w nas nowy duch. Każdy chciał biec na front, by skoczyć wrogowi do gardła. Były wydawane rozkazy, żeby trzymać się swych przydziałów, bo to osłabia nasze siły i oddala zwycięstwo ostateczne.

 

KOMENTARZE

  • @
    Doradzać mogło wielu, nawet wybitnych strategów. Ryzyko podejmował i odpowiedzialność ponosił Naczelny Wódz.

    https://pbs.twimg.com/media/DHQQnd8XgAEr7rk.jpg
  • Cud nad Wisłą trwał niespełna 20 lat...
    w 1939r.Świat i Europa zapomniały komu zawdzięczają Wolność i Życie...osamotnieni przelewaliśmy krew.

    https://pbs.twimg.com/media/DHQNdweXkAEnPwk.jpg
  • Tu jest Polska !!!!
    https://pbs.twimg.com/media/DHQrh9fW0AAGKoX.jpg
  • @Husky 14:19:21
    brednie ciemnoty katolickiej
  • @Husky 14:18:10
    ten bandyta leżał w łóżku swojej kochanicy. zbrodniarz 2RP.
  • @Husky 14:20:37
    Tu jest Polska !!!! złodziei, malwersantów i rzymskich najemników.
  • @ireneusz 15:27:05
    Przekażmy sobie Znak Pokoju

    https://pbs.twimg.com/media/DHQT9R5XgAANVLz.jpg
  • @ireneusz 15:30:29
    Jesteśmy dumni, że amerykańscy żołnierze biorą udział w paradzie wojskowej z okazji Święta Wojska Polskiego u boku polskich sojuszników!

    https://pbs.twimg.com/media/DHRDq3PW0AALRCw.jpg
  • @ireneusz 15:28:57
    Najdłużej żyjącym weteranem wojny polsko-bolszewickiej był Józef Kowalski - ułan, kapitan WP. Walczył pod Komarowem i w '39.
    Zmarł w 2013 r.

    https://pbs.twimg.com/media/DHQhdO_WsAAYJKU.jpg
  • @Husky 16:13:58
    "sojuszników"...taaaaaa...żenada
  • @Husky 14:18:10
    Akurat Komendant w kampanii 1920 rozumu wielkiego nie pokazał. Najechał Kijów
    Poskutkowało to zjednoczeniem mentalnym milionów skaczących sobie przedtem do oczu Rosjan - w tym dużej liczby carskich generałów i oficerów - przy bolszewikach "wyzwalających" odwiecznie rosyjską Ukrainę od polskiego najeźdźcy.
    Ta konsolidacja Rosjan przy bolszewikach , spowodowana bezsensownym najazdem wojsk polskich na Ukrainę pozwoliła im opanować wkrótce całą Rosję, a później 1/3 świata.

    Piłsudski głupim najazdem na Kijów uczynił Związek Sowiecki wielkim i mocnym.
  • @Husky 16:13:58
    Hasky, ,,Jesteśmy dumni, że amerykańscy żołnierze biorą udział w paradzie wojskowej z okazji Święta Wojska Polskiego u boku polskich sojuszników"!

    Tak pisała Trybuna Ludu oraz Żołnierz Wolności za Bieruta za czasów sowieckich.
    Gratuluje doborowego towarzystwa. Zdrajcy, obszczymury zawsze będą chwalic okupanta nie zależnie z której strony przyłazi.
  • @trybeus 16:17:54
    a czemu to ?

    Duma !!!!

    Święto Wojska Polskiego
    Od Piłsudskiego do Macierewicza 8-)))))

    https://pbs.twimg.com/media/DHRmEGNXsAAicPY.jpg
  • @Almanzor 16:17:59
    Nawet największym zdarzają się błędy

    Julian Stachiewicz, Bolesław Wieniawa-Długoszowski i Stanisław Radziwiłł
    tu bym szukał przyczyn tej decyzji
  • @Wrzodak Z. 18:07:02
    Staram się, jak mogę.
    A jak nie mogę, to też się staram...
  • @Husky 18:09:22
    :))...robisz dokładnie to co robili propagandziści w PRL kręcąc kronikę:))...ja wiem, że wielu jest zaczadzonych Dobrą Zmianą, ale brak logicznego myślenia łączącego z faktami nie jest powodem do dumy...

    ja nie jestem dumny z tego, ze Wojsko Polskie najeżdża inne kraje na rozkaz Waszyngtonu...to hańba a nie duma...poza tym ile jeszcze będziesz przeczył temu że marszałek wolał w dzień bitwy warszawskiej pociupciać niż poprowadzić do boju...?hę?
  • @trybeus 18:18:40
    Nie robiłem w tym czasie za materac 8-)))
    A jeśli ktoś to robił to może poznamy jakieś sex-szczegóły
    pzdr.
  • @Husky 16:15:56
    Chwała bohaterom.
    Pod Komarowem było wspaniałe zwycięstwo. Nie mniejsze niż pod Radzyminem. Rozbiło Budionnego.
  • @Husky 16:13:58
    Defilady przed 1939 na Placu Saskim były okazalsze.
    https://r-scale-39.dcs.redcdn.pl/scale/o2/tvn/web-content/m/p1/i/82965d4ed8150294d4330ace00821d77/a7d71c94-4a9b-11e3-b61e-0025b511229e.jpg?type=1&srcmode=4&srcx=0/1&srcy=0/1&srcw=970&srch=645&dstw=970&dsth=645&quality=80
  • @Husky 14:18:10
    Przeżyliśmy komunistów i ich propagandę,przeżyjemy i POPiS-owych piłsudczyków z ich propagandą.
  • @Almanzor
    Wieczna Chwała Bohaterom . Pozdrawiam.
  • 97. rocznica Bitwy Warszawskiej. Jednej z najważniejszych bitew w historii świata
    http://niezalezna.pl/imgcache/750x430/c//uploads/news/bitwa_warszawska.jpg
    Na przedpolach Warszawy 13-15 sierpnia 1920 r. rozegrała się decydująca batalia wojny polsko-bolszewickiej. Określana „cudem nad Wisłą” i uznawana za 18. przełomową bitwę w historii świata zadecydowała o niepodległości Polski i uratowała Europę przed bolszewizmem.
    Konflikt polsko-bolszewicki rozpoczął się właściwie tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. 18 listopada 1918 r. przywódca bolszewickiej Rosji Włodzimierz Lenin wydał rozkaz o rozpoczęciu Operacji „Wisła”. Dla bolszewików pokonanie Polski było celem taktycznym – głównym było wsparcie komunistów, którzy w tym samym okresie próbowali rozpocząć rewolucję w Niemczech i w krajach powstałych po rozpadzie Austro-Węgier.

    Pierwszy etap walk polsko-bolszewickich, rozpoczęty w lutym 1919 r., trwał do października 1919 r. Przerwały je na trzy miesiące rozmowy pokojowe, które toczyły się w Moskwie i w Mikaszewiczach na Polesiu. Rozmowy te były swoistą „zasłoną dymną” ze strony bolszewików, którzy cały czas przygotowywali plany inwazji na Polskę. Wstrzymanie działań wojennych z Polską pozwoliło Armii Czerwonej zadać ciężkie straty wojskom „białego generała” Antona Denikina, a także zmusić ukraińskiego przywódcę Semena Petlurę, walczącego zarówno z Rosjanami, jak i z Polakami, do wycofania się na terytorium Polski. W kwietniu 1920 r. rząd polski zawarł porozumienie z Petlurą – w zamian za uznanie przez Ukrainę praw Polski do Małopolski Wschodniej (zwłaszcza do Lwowa), Polska uznała rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej. Podpisano też wspólną konwencję wojskową.

    7 maja 1920 r. siły polsko-ukraińskie wkroczyły do Kijowa. W tej sytuacji Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę, dowodzoną przez Michaiła Tuchaczewskiego, jednego z najzdolniejszych dowódców sowieckich. Zdecydowany atak Tuchaczewskiego miał na celu zdobycie Warszawy, jednocześnie armia Siemiona Budionnego zaatakowała Polaków w rejonie Lwowa, a korpus kawalerii Gaj-Chana miał opanować północne Mazowsze, aby w ten sposób otoczyć i ostatecznie pokonać siły polskie.

    Wydawało się, że stolica jest nie do obrony. Jednak w czasie, kiedy Armia Czerwona zbierała siły do ostatecznej bitwy, Polacy przegrupowali wojska. Marszałek Józef Piłsudski już w pierwszej połowie lipca planował doprowadzenie do wielkiej bitwy. Początkowo zamierzał zatrzymać odwrót polskiej armii na linii Narwi i Bugu. Jednak szybszy i bardziej dramatyczny odwrót polskich wojsk wymusił wybranie nowej lokalizacji.

    Bitwa Warszawska toczyła się w dniach 13-15 sierpnia 1920 r. Rozegrana została zgodnie z planem operacyjnym, który na podstawie ogólnej koncepcji Józefa Piłsudskiego opracowali szef sztabu generalnego gen. Tadeusz Rozwadowski, płk Tadeusz Piskor i kpt. Bronisław Regulski. Głównym celem operacji było odcięcie korpusu Gaj-Chana od armii Tuchaczewskiego i od zaplecza oraz wydanie skoncentrowanej bitwy na przedpolu Warszawy.

    Operacja składała się z trzech skoordynowanych, choć oddzielonych faz: obrony na linii Wieprza, Wkry i Narwi – co stanowiło rodzaj działań wstępnych; rozstrzygającej ofensywy znad Wieprza (na północ, na skrzydło sił bolszewickich) oraz wyparcia Armii Czerwonej za Narew, pościgu, osaczenia i rozbicia armii Tuchaczewskiego. W czasie polskich przygotowań do ostatecznego rozstrzygnięcia bolszewicy zbliżali się do Warszawy. Sądzili, że podda się ona w ciągu kilku godzin. Stolicę miały bezpośrednio atakować trzy armie: III, XV i XVI, natomiast IV Armia wraz z konnym korpusem Gaj-Chana maszerowała na Włocławek i Toruń z zamiarem przejścia Wisły na Kujawach, powrotu na południe i wzięcia stolicy w kleszcze od zachodu. Bitwa Warszawska rozpoczęła się 13 sierpnia walką o przedpole stolicy, m.in. o Radzymin, który kilkanaście razy przechodził z rąk do rąk.

    14 sierpnia działania zaczepne na linii Wkry podjęła 5. Armia gen. Władysława Sikorskiego, mająca przeciw sobie siły sowieckiej IV i XV armii. W zaciekłej walce pod modlińską twierdzą wyróżniała się m.in. 18. Dywizja Piechoty gen. Franciszka Krajewskiego. Ciężkie boje, zakończone polskim sukcesem, miały miejsce również pod Pułtuskiem i Serockiem. 16 sierpnia gen. Sikorski śmiałym atakiem zdobył Nasielsk. Mimo to inne jednostki sowieckie nie zaprzestały marszu w kierunku Brodnicy, Włocławka i Płocka.

    Jednym z ważnych fragmentów Bitwy Warszawskiej było zdobycie 15 sierpnia przez kaliski 203. Pułk Ułanów sztabu 4. armii sowieckiej w Ciechanowie, a wraz z nim – kancelarii armii, magazynów i jednej z dwóch radiostacji, służących Sowietom do utrzymywania łączności z dowództwem w Mińsku. Szybko podjęto decyzję o przestrojeniu polskiego nadajnika na częstotliwość sowiecką i rozpoczęciu zagłuszania nadajników wroga, dzięki czemu druga z sowieckich radiostacji nie mogła odebrać rozkazów. Warszawa bowiem na tej samej częstotliwości nadawała przez dwie doby bez przerwy teksty Pisma Świętego - jedyne wystarczająco obszerne teksty, które udało się szybko znaleźć. Brak łączności praktycznie wyeliminował więc sowiecką 4. Armię z bitwy o Warszawę.

    15 sierpnia trwały zacięte walki wojsk polskich z Armią Czerwoną m.in. pod Radzyminem, Ossowem i Zielonką. Ostatecznie polscy żołnierze, za cenę wielkich strat, utrzymali Radzymin i inne miejscowości, odrzucając bolszewików daleko od swoich pozycji.

    16 sierpnia dzięki działaniom marszałka Piłsudskiego nastąpił przełom. Dowodzona przez niego tzw. grupa manewrowa, w skład której wchodziło pięć dywizji piechoty i brygada kawalerii, przełamała obronę bolszewicką w rejonie Kocka i Cycowa, a następnie zaatakowała tyły wojsk bolszewickich nacierających na Warszawę. Tuchaczewski musiał wycofać się nad Niemen.

    Ostateczną klęskę bolszewicy ponieśli pod Osowcem, Białymstokiem i Kolnem. 18 sierpnia, po starciach pod Stanisławowem, Łosicami i Sławatyczami, siły polskie znalazły się na linii Wyszków-Stanisławów-Drohiczyn-Siemiatycze-Janów Podlaski-Kodeń. W tym czasie 5. Armia gen. Sikorskiego, wiążąc przeważające siły sowieckie nacierające na nią z zachodu, przeszła do natarcia w kierunku wschodnim, zdobywając Pułtusk, a następnie Serock.

    19 sierpnia jednostki polskie na rozkaz Piłsudskiego przeszły do działań pościgowych, starając się uniemożliwić odwrót głównych sił Tuchaczewskiego, znajdujących się na północ od Warszawy. 21 sierpnia rozpoczęła się decydująca faza działań pościgowych, która zakończyła się 25 sierpnia, kiedy polskie oddziały doszły do granicy pruskiej.

    W wyniku Bitwy Warszawskiej straty strony polskiej wyniosły: około 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych. Straty zadane Sowietom nie są znane. Przyjmuje się, że około 25 tys. żołnierzy Armii Czerwonej poległo lub było ciężko rannych, 60 tys. trafiło do polskiej niewoli, a 45 tys. zostało internowanych przez Niemców. Według odnalezionych w ostatnich latach i ujawnionych w sierpniu 2005 r. dokumentów Centralnego Archiwum Wojskowego, już we wrześniu 1919 r. szyfry Armii Czerwonej zostały złamane przez por. Jana Kowalewskiego. Manewr polskiej kontrofensywy udał się zatem m.in. dzięki znajomości planów i rozkazów nieprzyjaciela, a także umiejętności wykorzystania tej wiedzy przez polskie dowództwo.

    Bitwa Warszawska została uznana za 18. przełomową bitwę w historii świata. Zadecydowała o zachowaniu niepodległości przez Polskę i zatrzymała marsz rewolucji bolszewickiej na Europę Zachodnią.
  • @Husky 14:19:21
    Masowa dezercja żydowska i sabotaż w wojnie 20-roku Wszelako jedna rzecz winna była być zrobiona. Bezpośrednio po rozegraniu się wypadków r. 1920, powinna była ukazać się publikacja należycie udokumentowana, poświęcona masowej zdradzie żydów na rzecz bolszewii oraz odpowiedni skrót tej publikacji w językach obcych dla informacji opinii świata. To winniśmy historii i prawdzie. To winniśmy naszym dzieciom i wnukom, którzy z pewnością tak samo, jak ich ojcowie i dziadkowie prawować się jeszcze będą o „zoologiczny antysemityzm Polski. To winniśmy tylu choćby tylko przyjaciołom naszym na zachodzie, którzy nie słyszą nigdy naszej repliki na oszczerczy zarzut, jakoby Polska, do wczoraj, jeszcze sama doznająca znęcania się ze strony wroga, znęcała się nad nieszczęśliwymi żydami. Wobec niezapomnianych zdarzeń roku 1920 wyzyskanie ich samo się naprasza. Zdarzenia te nie ulegające przedawnieniu może najlepiej przemówią do cudzoziemca. Wystarczy zaproponować Anglikowi, Francuzowi, Włochowi, aby zechcieli sobie na swoje ojczyste stosunki przetłumaczyć te zdania: Co uczynili obywatele państwa polskiego religii mojżeszowej, gdy nieprzyjaciel tego państwa szedł w jego granice w celu zniszczenia go? Opłacali wyższe kurtaksy w Oliwie i Sopocie, aby móc się uchylić od służby wojskowej. Co ciż sami obywatele mojżeszowej konfesji robili, gdy wróg wszedł do kraju? Witali go kwiatami i słodyczami. Wspomagali go służbą szpiegowską. Jakiego rodzaju odznaczenie za waleczność dla żydowskich ,,lwów ryczących” ustanowić musiała naczelna komenda armii polskiej? Odznaczenie w postaci obozu w Jabłonnej. Co czynili żołnierze-żydzi, skoro znaleźli się w szeregu? Zdradzali — „nie wszędzie”.. Taką była i jest polityka żydów i takie są skutki propagandy syjonistycznej. fragment z:
    http://gazetawarszawska.com/judaizm-islam/365-sjonizm-jego-polityka-i-jej-skutki-w-polsce-a-chazarskie-pochodzenie-zydow
    Rewolucje w Rosji sfinansowały Rothschildy, a później po zwycięstwie, żydostwo tam przejęło władzę. Lenin, Trocki i kilku innych mózgów rewolucji było żydami. Z 360 komisarzy w czasie Rewolucji, 300 przynajmniej to byli żydzi, bardzo wielu z nich przybyło w tym celu z USA. Przemarsz bolszewików był przygotowywany przez żydokomunistów we wszystkich krajach. Żydostwo było i jest w większości lewackie, więc nic dziwnego, że większość z nich nie chciała walczyć przeciwko bolszewikom, a pewnie przyłączyli się po dezercji do tej dziczy. Później po zwycięstwie Polaków czmychnęli do Związku Sowieckiego przed zemsta Polaków. A w 1939 wrócili w szeregach NKWD, by mordować i okupować. A po 1989 przekształcić PRL w III RP. Bardzo mało się mówi o Bitwie Niemeńskiej ( wrzesień 1920r), która zadecydowała o tym, że bolszewicy zostali zmuszeni do zawarcia pokoju z Polską. Zwycięstwo wojsk polskich było olbrzymie tak jak i znaczenie tej bitwy. Bitwa Warszawska wystarczyłaby do zawarcia pokoju. Niemen rozbił całkowicie siły sowieckie i otworzył drogę na Moskwę, z której to szansy Piłsudski nie wykorzystał. A to właśnie wtedy mógł rzeczywiście odtworzyć I Rzeczpospolitą. Bitwa nad Niemnem trwała od 20 do 26 września (niektóre źródła podają, że do 28 września) 1920. Był to drugi sukces militarny Wojska Polskiego w kontrofensywie przeciw Armii Czerwonej po bitwie warszawskiej w trakcie wojny polsko-bolszewickiej.
    Zwycięstwo wojsk polskich w bitwie warszawskiej w sierpniu 1920 zadało strategiczny cios Armii Czerwonej i pozwoliło przejąć inicjatywę stronie polskiej. Nie zakończyło jednak wojny ani nie przesądziło o jej wyniku. Wynik zwycięstwo Polski decydujące o końcu wojny.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_nad_Niemnem
  • @Husky 14:18:10
    Mój dziadek walczył pod Warszawą i z jego wspomnień mam pełniejszy obraz tej bitwy czy raczej bitew. W tym czasie cały episkopat trzy doby leżał krzyżem przed Najświętszym Sakramentem i modlił się. Podobnie jak setki tysięcy ludzi. Moskale uciekali przed Polakami, to prawda, ale dlaczego rzucali broń histerycznie krzycząc "swiataja praczista" patrząc w górę. Polscy żołnierze też Ją widzieli od tylu, od strony Warszawy. Dlaczego pomijamy ten istotny wątek?

    MATKA BOSKA NAD WISŁĄ
    Przez zagajnik w Ossowie / Matka Boska Zielna / Idzie z wiankiem na głowie / Z polskich ziół i kwiatów / Pewnie z księdzem Skorupką / Od dawna jest w zmowie / Po tym jak padł od kuli / Sowieckich sołdatów /
    Idąc tak zobaczyła / Dziwny pomnik wroga / Z bagnetami wbitymi / W „priwislanską ziemię” / Wielce się zadziwiła / Ona Matka Boga / Przewrotnością serc ludzkich / Twardych jak kamienie /

    Więc na chwilę przyklęka / Na polu bitewnym / Grudkę ziemi całując / Skorupce przykaże: / Już się księże nie lękaj / Nie patrz okiem rzewnym / Bo jeszcze wiele cudów / Nad Wisłą się zdarzy...
  • @Husky
    Po bitwie Warszawskiej Dziadek z Braćmi walczyli nad Niemnem, o Lidę.
  • @Husky 18:09:22 - kundel vel durny Józiu z Londynu, oto twój minister obrony interesów USA
    https://rzeczpospolitapolska.files.wordpress.com/2017/03/17498574_766104443565386_2488820450268751137_n.jpg
  • @Husky 14:20:37
    "Tu jest Polska !!!!"

    Andrzej "Veto" Duda też? ;-/
  • @Wrzodak Z. 18:07:02
    Nie, nie było wtedy publicznego poniżania się wobec sowieckiego sojusznika.

    https://www.youtube.com/watch?v=uFCsnWALq9E

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY